Koszmar na wycieczce
Tragiczny finał wyprawy kuracjusza z sanatorium w Przerzeczynie-Zdroju do Prag.
Wyjazd do sanatorium w Przerzeczynie-Zdroju na Dolnym Śląsku 63-letni Marian Katolik ze Śląska zapamięta do końca życia. Nie przypuszczał, że cudownie zapowiadająca się wycieczka do Pragi przysporzy mu tyle kłopotów.
Kuracjuszom sanatorium zaproponowano zwiedzanie czeskiej Pragi. Pan Marian od razu się zapisał. Pojechał. Niestety, w czasie wolnym, gdy każdy na własną rękę zwiedzał Pragę, przydarzył mu się wypadek.
- Ojciec poślizgnął się na ruchomych schodach w metrze, upadł i rozciął sobie głowę. Trafił do szpitala - opowiada Lena Ruszkowska, jego córka.
Na zbiórkę grupy wracającej do Polski nie zdążył. Pilotka wycieczki czekała na kuracjusza 20 minut i zadecydowała o odjeździe bez niego. Pan Marian został sam w stolicy Czech. W obcym mieście, nie znając języka, w szoku po wypadku.
- Organizatorka zadzwoniła tylko do polskiego konsula, informując, że na terenie Pragi pozostał prawdopodobnie jeden z polskich kuracjuszy. I to wszystko - twierdzi Lena Ruszkowska.
16793 |1376 |11193 |13337 |10826 |1009 |1056 |15946 |6256 |21692 |